poniedziałek, 31 lipca 2017

Rozdział 43

Lubię dawać z siebie sto procent.”
            -Wy dwaj. – rzuciłam w stronę Lysandra i Kastiela.
-Idźcie to skserować. – zawtórowała mi Rozalia, jakby czytała w moich myślach.
-Pff.. – usłyszałam westchnięcie Blacka.
-No już. – posłałam mu jednoznaczne spojrzenie.
Po chwili nie było już po nich śladu. Wkrótce inni też rozeszli się do domów, a w Sali zostałam tylko ja, Rozalia i Alexy.
-Ile może zajmować kserowanie? – westchnęłam do siebie.
-Mniejsza z kserowaniem. – uśmiechnęła się Rozalia. – Co tam dzisiaj robiliście?
-C-Co? – gdybym coś piła, na pewno bym się teraz zakrztusiła.
-Przyszliście dzisiaj razem... – dołączył się Alexy.
-Może dlatego, że jesteśmy razem, hm? – zaśmiałam się.
-Ta jasne... – mruknęli prawie jednocześnie.
Nagle, ku mojemu szczęściu, drzwi do Sali otworzyły się. Po chwili ujrzeliśmy w nich Nataniela.
-Yyy… Cześć – powiedział nieśmiało.
-Cześć Nat. – odpowiedziałam, posyłając mu uśmiech.
-Co cię tu sprowadza? – zapytała Rozalia.
-J-Ja... No ten, słyszałem że tu jesteście i chciałem życzyć Alice powodzenia... – oparł się o framugę.
-Dziękuję. – spojrzałam na niego i nagle sobie coś przypomniałam. –.. Nataniel, czemu ty nie chciałeś być przewodniczącym?
-Trochę znudziło mi się być gospodarzem, ale wiem ile to jest pracy, więc postanowiłem ci... znaczy, którejś z was przy tym pomóc. – znowu się zawstydził.
-W takim razie, jeszcze raz dziękuję. – powiedziałam, a ten po chwili wyszedł z klasy.
Podziwiam go za to, że przyszedł. Lubię go, ale przez Blacka mam mało okazji by z nim rozmawiać, na szczęście to się niedługo zmieni. Czuję, że on coś ukrywa, przecież nie od tak się rezygnuje z najważniejszej funkcji w szkole.
-Co on tu robił? – w drzwiach pojawili się chłopcy.
-Skserowaliście już? – zapytałam zmęczona zachowaniem Blacka.
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie. – westchnął czerwonowłosy.
-Skończ pytać o to samo... – naśladując go westchnęłam.
-Dobra, skoro mamy wszystko chyba już się rozejdziemy. – wypalił Alexy.
-Ta, lecimy. Papa! – Rozalia mnie przytuliła, na co zbytnio nie miałam ochoty, ale z grzeczności odwzajemniłam uścisk. Nie wiem, po co to robi skoro dobrze wie, że tego nie lubię.
Nagle poczułam ręce Blacka na swojej talii.
-Brak mi na ciebie słów. – powiedział mocno się przy tym krzywiąc.
-Dużo osób mi to mówi... – zaśmiałam się. – Chodź, muszę wziąć książki z szafki.
Kastiel chwycił mnie za rękę, ale i tak całą drogę szedł za mną. Gdy wreszcie tam dotarliśmy naszym oczom ukazał się dość niecodzienny widok. Na mojej szafce widniały bardzo ciekawe napisy, przyczepione samoprzylepnymi karteczkami. Stare wspomnienia ponownie ożyły.
-Co to, do kurwy nędzy jest?! – Black zaczął zdejmować karteczki.
-Zostaw. Ktoś się bardzo namęczył. – uśmiechnęłam się.
-O co ci chodzi? – zapytał niedowierzając.
-O nic. Kwestia przyzwyczajenia. – przenikał mnie wzrokiem, tak że czułam jakby to robił paraliżującym laserem. – W Shea nie było to nowością.
-O czym ty... – teraz w jego oczach było widać troskę.
-Przestań, kochanie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto cię nienawidzi. Życie jest zbyt chujowe, żeby cały czas było kolorowo. – otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej książki. Kątem oka zauważyłam, że buntownik nadal ściąga tą kreatywność.
-Pracujesz dzisiaj? – zamknął moją szafkę i oparł o nią rękę.
-Tak. – zawiesiłam się na jego bicepsie i przeszłam pod nim.
-Odwiozę cię. – dogonił mnie.
-Nie trzeba, poradzę sobie. – uśmiechnęłam się do niego, ponieważ wiem że zaczął się o mnie martwić.
-Alice... – przewrócił oczami. – Dlaczego to robisz?
-Dlaczego robię co? – szłam dalej, bo nawet nie wiem o której mam busa.
-Znowu mnie od siebie odsuwasz, do cholery. – pomimo tego pieprzonego busa, nagle stanęłam w miejscu.
-Wcale cię nie odsuwam, Black. – mój wzrok utkwił w podłodze.
-Więc jak wytłumaczysz to, co teraz robisz? – zadał bardzo trudne pytanie.
Co teraz robię? Nie chcę cię zanudzać swoim „poprzednim” życiem. Nie chcę dawać ci powodów do zmartwień. Nie chcę dawać nikomu powodów do zmartwień. Nie chcę cię rozczarować. Nie chcę się rozpłakać (przecież ja nigdy nie płaczę). Nie chcę, żebyś tak bardzo ingerował w moje życie (co jest przy tobie niewykonalne). Ale jednocześnie chcę ci o wszystkim opowiedzieć. Chcę, żebyś się mną przejmował. Chcę, żebyś mnie wysłuchał. Chcę, żebyś wycierał mi oczy i zagilony nos, podczas płaczu. Chcę z tobą znosić to wszystko. Po prostu chcę, żebyś już zawsze był.
-Nic. – odpowiedziałam cicho.
Czerwonowłosy bez słowa odwrócił się i wyszedł ze szkoły, zostawiając mnie samą na korytarzu. Świetnie, głupia kłótnia z powodu głupich karteczek.
-Cholera! – krzyknęłam i kopnęłam stojący niedaleko automat z napojami.
W jednej chwili odechciało mi się wszystkiego i najchętniej wróciła bym do domu, do łóżka. Jednak praca czeka. Zabrałam swój plecak z podłogi, który najwyraźniej musiał mi spaść podczas tego wszystkiego i ruszyłam w kierunku dworca. Przechodząc przez parking zauważyłam samochód Maxa i samego jego, stojącego obok. On także mnie zauważył.
-Hej, Alice! – krzyknął i machnął ręką na znak, abym do niego podeszła.
-Cześć. – powiedziałam, podchodząc do auta. – Co tu robisz?
-Wracam do domu. – westchnął. – A ty? Przecież wcześniej skończyłaś swoje lekcje.. – skąd on wie, kiedy kończę lekcje?
Miałam nadzieję, że mi się przesłyszało. Teoretycznie plan klas wisi przy głównym wyjściu, ale to i tak nie zmienia faktu, że musiał patrzeć akurat na mój. Drugą sprawą jest to, że nie było jeszcze dzwonka kończącego ostatnią lekcje. Wolę teraz o tym nie myśleć. Pęka mi głowa od tych wszystkich myśli.
-Halo. Ziemia do Alice. – machnął dłonią przed moją twarzą.
-C-Co? – odpowiedziałam machinalnie.
-Pytałem gdzie idziesz. – uśmiechnął się delikatnie.
-Muszę coś załatwić na mieście. – rozpoczęłam powtórnie swoją wędrówkę.
-Poczekaj! Mogę cię podwieźć. – chwycił mnie za ramię.
-Ekhem... – strząsnęłam jego rękę. – Nie trudź się. To druga strona miasta.
-Tym bardziej nalegam. Wsiadaj. – otworzył mi drzwi od auta.
Niewiele myśląc, posłuchałam go i wsiadłam do wozu. Po chwili i on się w nim znalazł. Podałam mu adres, który mieścił się parę ulic dalej od kafejki. Przecież nie ma mowy, by się o czymkolwiek dowiedział.
-Wszystko okej? – odezwał się nagle.
-Tak, czemu miałoby nie być? – spytałam.
-Jesteś jakaś zamyślona... – westchnął.
-Nic z tych rzeczy. – urwałam. – To chyba tu. Dzięki za podwiezienie. – Max zatrzymał się przy jakimś butiku, a ja wysiadłam z auta.

Czas do pracy! Koniec nadmiernego myślenia (przynajmniej przez parę godzin).
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oddaję rozdział w wasze ręce♥. 
Teraz aktywność może się nieco zmniejszyć, ale działa na to zbyt wiele czynników, abym wam o nich pisała ;p. Nie zapominajcie zostawić po sobie śladu, bo gdy nic od was nie widzę to nie wiem czy już przeczytaliście aktualny. Rozumiem, że macie wiele wyjazdów- ja też :D, więc wspierajmy się.
Miłych wakacji! i duuuuużo odpoczynku :D
Buziooole♥
                                                                     ~ Alice♥

wtorek, 27 czerwca 2017

Czerwony Rozdział 42

Rozdział 42 PERSPEKTYWA KASTIELA
Jesteś masochistką”
            Rano, gdy wstałem, chciałem objąć Alice, ale zauważyłem że nie ma jej w łóżku. Niechętnie podniosłem się z łóżka i prawie natychmiast spostrzegłem, że coś jest z nim nie tak. Wspominając to, co wczoraj między nami zaszło, jakoś wcale mnie to nie dziwi... Ubrałem się i postanowiłem zejść na dół z nadzieją, że spotkam tam Alice. Gdy wyszedłem na korytarz machinalnie poczułem zapach spalenizny. Zszedłem więc na dół i skierowałem się do kuchni. Tak jak myślałem, Courtney stała przy kuchence i próbowała coś ugotować.
-Spalisz mi dom.. – powiedziałem, po czym położyłem ręce na jej talii.
-Kastiel, przestraszyłeś mnie! – jęknęła i odwróciła się twarzą do mnie.
-Dzień dobry, kochanie. – wbiłem się w jej malinowe usta.
-Dzień dobry.. – mruknęła między pocałunkami .
-Co ty robisz? – zapytałem oraz spojrzałem na kuchenkę.
-Chciałam zrobić nam śniadanie.. – w jej oczach było widać prawdziwe rozczarowanie, znam ją bardzo dobrze i wiem, że się denerwuje gdy czegoś nie umie.
-Zróbmy je razem. – uśmiechnąłem się i chwyciłem za patelnię, jako iż mieszkam sam musiałem sobie jakoś radzić, tym samym polubiłem gotowanie.
Postanowiłem nauczyć ją, jak się robi gofry. Wyjąłem miskę na ciasto i zająłem się szukaniem miksera oraz gofrownicy, a brunetce poleciłem wyciągnięcie wszystkich potrzebnych nam składników. Gdy już wszystko było gotowe, zaczęliśmy je łączyć. Courtney wydawała się przy tym ogromnie skupiona, ale rozczulała mnie z każdym popełnionym błędem. Widziałem jej determinacje, więc potem już bardzo dyskretnie poprawiałem jej pracę, aby się do tego nie zniechęciła. Po przygotowaniu ciasta, posmarowaliśmy gofrownicę olejem i pokazałem jej jak prawidłowo je rozlewać. Zostawiłem brunetkę przy opiekaniu, a sam zacząłem rozkładać talerze, sztućce i szklanki, do których potem nalałem soku pomarańczowego. Wyjąłem także cukier puder, czekoladę, jakiś dżem i syrop klonowy, czyli praktycznie wszystko co miałem.
-Gotowe! – usłyszałem radosny głos Alice.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Spojrzałem na zielonooką i dopiero teraz spostrzegłem z jaką dumą doprawia swojego gofra. Ja także zabrałem się do smarowania. Gdy już miałem go zjeść, kątem oka dostrzegłem że Courtney czeka na moją opinię. Z szatańskim planem ugryzłem „jej” wypiek, po czym zrobiłem najkrzywszą minę, na jaką było mnie stać.
-Co jest?! – posłała mi mordercze spojrzenie.
-To jest… – zacząłem podstępnie zszokowany.
-No mów! – odłożyła swojego gofra.
-Fe.. – jej mina była bezcenna. – Fenomenalne!
-Osz ty! – rzuciła we mnie ścierką, ale na jej twarzy pojawiła się ulga.
-Smacznego, Courtney. – zaśmiałem się jeszcze.
-Pff.. Smacznego, Black. – jej kąciki ust machinalnie się uniosły.
Reszta gofrów zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.
-Naprawdę wyszły nam bardzo dobre.. – westchnęła brunetka, popijając sok.
-Bo dodałem tajnego składniku.. – powiedziałem, sprzątając ze stołu.
-Ach tak? Jakiego? – wstała i pomogła mi wynosić naczynia.
-Tajemnica. – wyszeptałem.
-Pff.. – westchnęła.
-Chodźmy na górę. – zaproponowałem uśmiechając się zawadiacko.
-A właśnie, chyba coś się stało z łóżkiem.. – zaśmiała się niewinnie.
-Hmm.. Ciekawe.. – złapałem ją za rękę i poprowadziłem na górę.
Gdy weszliśmy do pokoju, posprzątaliśmy „bałagan” i odpaliliśmy laptopa. Jak zawsze włączyliśmy jakiś film i tak zleciała nam godzinka. Alice sięgnęła po telefon, ale nagle zbystrzała.
-Co dzisiaj jest? – zapytała nagle.
-Środa? – spojrzałem w stronę brunetki.
-Kastiel! Spotkanie! – palnęła się w czoło.
-Nic się nie stanie jak nie pójdziemy. – mruknąłem.
-Oni będą tam specjalnie dla nas do cholery! – pociągnęła mnie za rękę i postawiła przed komodą. – Ubieraj się. – skwitowała krótko.
-Ty mnie ubierz. – zaśmiałem się.
-Ja muszę iść się ubrać.. – westchnęła.
-To leć, bo nie zdążysz.. – burknąłem.
-Widzimy się za pół godziny! – mrugnęła do mnie i wyszła z mieszkania.
Postanowiłem, że pójdę wziąć szybki prysznic. Dlatego poszedłem do łazienki i po kilkunastu minutach znowu byłem bogiem. Z szafy wyjąłem jakiś podkoszulek i czarne spodnie. Gdy się ubrałem, ułożyłem włosy i popsikałem się swoimi perfumami. Po wszystkim nałożyłem buty i kurtkę oraz wyszedłem z domu. Poczekałem na Alice z pięć minut, po czym zobaczyłem ją olśniewająco wychodzącą na zewnątrz. Widocznie jest skazana na bycie moją boginią..
-Ile można się szykować? – spytałem ironicznie.
-Ble, ble, ble... – zaczęła mnie przedrzeźniać.
-Grabisz sobie, dziewczynko… – złapałem ją za rękę.
-Ciekawe.. – parsknęła śmiechem.
Mieliśmy dziesięć minut do dodatkowej lekcji. Przez ciągle poganiającą Courtney sprężyliśmy się, więc do szkoły dotarliśmy parę minut przed dzwonkiem.
-Ali! – usłyszałem głos Gray.
-Cześć Roza! – uśmiechnęła się i wpadła w jej objęcia.
-Już myśleliśmy, że nie przyjdziecie.. – podszedł do mnie Lysander.
-No co wy.. Nigdy byśmy was nie zostawili! – brunetka się zaśmiała.
-Ta... Chyba ty.  – mruknąłem, a ta sprzedała mi kuksańca w brzuch.
-To... Jak było w szkole? – sprytnie zmieniła temat.
-Po staremu... Nudy, nudy i jeszcze raz nudy... – odezwał się Armin.
-Tak... A wy gdzie się podziewaliście? – Alexy się wyszczerzył, więc zmierzyłem go tylko wzrokiem.
-Witam zgromadzonych... – spostrzegliśmy idącego w naszą stronę Faraza.
Potter otworzył nam salę, po czym rzucił krótkie „powodzenia” i wrócił do pokoju nauczycielskiego.
-Myślicie, że Dyrka kazała mu nas zostawić samych? – zaśmiała się Violetta.
-To bardzo... prawdopodobne. – dopowiedziała jej Rozalia.
Po chwili rozsiedliśmy się wokół ławki i znowu wszyscy zaczęli pracować, nawet Alice.
Gdy była skupiona wyglądała tak.. słodko. Nie tak, jak zawsze. To znaczy.. Nie mówię, że jest odpychająca, chociaż jednak.. dobra, na pierwszy rzut oka nie jest zbyt kobieca.
Nagle poczułem kopnięcie pod stołem, okazało się że ja się zapatrzyłem, a brunetka to zauważyła. Uśmiechnąłem się zadziornie, lecz Courtney szybko wróciła do pracy. Aby nie dać za wygraną zacząłem dotykać swoją nogą jej nogę, po chwili na twarzy zielonookiej zagościł lekki uśmiech.
-No, to mamy plakaty! – po kilkunastu minutach odezwał się Kentin.
-Plakat. – poprawiłem go.
-Nie, teraz trzeba to tylko pokserować i tyle. – uśmiechnęła się Iris.
-Świetna robota, Violetto! – usłyszałem głos Alice.
-To nie tylko moja zasługa... – odpowiedziała nieśmiało, lecz radośnie.
-Nie tylko twoja, ale to ty, tak to ślicznie namalowałaś! – pochwalił ją Alexy.
Fioletowowłosa nic nie odpowiedziała, ale chyba naprawdę była szczęśliwa. Wkrótce ja i Lysander dostaliśmy Gra-ney’owy* rozkaz pójścia do kserokopiarki. 


*kombinacja nazwiska Rozy i All(wiecie, myślałam że to będzie zabawne) XD
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jak tam u Was, moi wierni czytelnicy?
Dziękuję za każde wyświetlenie♥ Nie zapominajcie o tym, że Wasze zdanie liczy się dla mnie najbardziej! 
(fajnie by było gdyby Kastiel istniał naprawdę... :( )

piątek, 23 czerwca 2017

Rozdział 41

Oj, Courtney. Chyba niedługo będę musiał cię ukarać..”
            -Zawsze tu macie taki ruch? – zapytałam Amy próbując zdjąć swój strój.
-Zazwyczaj.. – podeszła do mnie i pomogła mi go ściągnąć.
-To dosyć popularna kawiarenka wśród mężczyzn, nie? – zaśmiałam się.
-Dziewczyny też tu przychodzą, ale tak, większość stanowią faceci. – wspomniała Haylie. – Nie martw się, goście są w porządku.. Tylko męczy ich samotność.
Pogadałam z nimi jeszcze trochę, a przy okazji poznałam także May i Hiko, które pracowały w kuchni. Po jakimś czasie stamtąd wyszłam, uprzednio żegnając się ze wszystkimi. Zrobiło się już bardzo ciemno, więc zaciekawiona spojrzałam na zegarek. Było parę minut po dwudziestej drugiej, a mój autobus przyjeżdżał dopiero za pół godziny. Niewiele myśląc wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Kastiela. Po chwili usłyszałam jego kochany, niski głos. Powiedziałam mu tylko, by po mnie przyjechał. Oczywiście nie obyło się bez pytań typu „Co tam robisz?” albo „Czy wiesz która jest godzina?”. Jednak nie mógł mnie tak zostawić i powiedział, że będzie za kilkanaście minut. Lepsze to niż półgodzinny autobus…
Poczekałam trochę i zaraz usłyszałam głośny warkot motoru, który stopniowo się przybliżał. Po chwili zza rogu wynurzył się mój własny książę. Black podał mi kask i machnął ręką, abym za nim usiadła. Objęłam go, po czym ruszyliśmy w stronę domu. Tak jak podejrzewałam nie wysadził mnie pod drzwiami, tylko zaparkował pod swoim mieszkaniem.
-Czemu przywiozłeś mnie tutaj? – spytałam, zdejmując kask.
-Pff.. Chyba nie myślałaś, że puszczę cię bez wyjaśnień. – złapał mnie za rękę i wprowadził na tylną stronę domu, gdzie znajdował się mały ogródek.
-Patrz no, tutaj jeszcze nie byłam, choć oglądałam to miejsce z okna... – westchnęłam uśmiechnięta.
-Mało osób tutaj było. To ukochany ogródek mojej mamy... – zaśmiał się.
-Ładny. – przymknęłam oczy, gdyż zauważyłam żądający wyjaśnień wzrok Kastiela. – Dobra… Tylko muszę usiąść…
Spoczęliśmy na jakiejś bujawce, która wbrew wyglądowi była bardzo wygodna.
-Okazało się, że Victoria jest w ciąży... – zaczęłam. –... wiesz, groziła mi przeprowadzka, więc zgodziłam się na umieszczenie malucha w swoim pokoju. Po dłuższych przemyśleniach doszłam do wniosku, że to nie fair, iż mają już mnie na utrzymaniu, więc zdecydowałam się na rozpoczęcie pracy…
-Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś, nie zgodziłbym się wtedy na twoją kandydaturę. – objął mnie ramieniem i sięgnął do tyłu, aby wyciągnąć koc.
-To nic by nie dało, poza tym.. – nakrył nas kocem. – Fajnie czuć się potrzebną, wiesz? – nic nie odpowiedział tylko złożył pocałunek na moim czole.
-Głupia... Zawsze będziesz potrzebna. – poprawił koc na moim tyłku.
-Ej. Nie pozwalaj sobie. – zaśmiałam się. – Wiesz.. Tak sobie myślę, że teraz chyba będziesz mnie miał częściej na głowie... – spojrzałam w jego ciemne oczy.
-To dobrze. – skwitował krótko.
-Tylko tyle? Żadnych dogryzek? – mocno się zdziwiłam.
-Nie. – chwycił moją buzię i namiętnie pocałował.
-Hmm... Naprawdę cię nie rozumiem. – położyłam mu się na nogach i co jakiś czas na niego zerkałam.
-Jesteś masochistką. – zaśmiał się.
-Co? – znów utkwiłam w jego oczach.
-Lubisz tyle pracować? – zapytał.
-Lubię dawać z siebie sto procent. – odparłam.
-Zostaniesz u mnie, nie? – zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, czerwonowłosy chwycił mnie i zaniósł do domu.
Gdy mijaliśmy próg tylnych drzwi wejściowych, Kastiel wyraźnie zapomniał gdzie mam głowę i tym samym sposobem „zahaczył” nią o futrynę.
-Ała! – złapałam się za bolącą skroń.
-Sorry, miało być romantycznie. – zaśmiał się.
-To było bardzo romantyczne... – nie mogłam się nie uśmiechnąć.
 Po chwili byliśmy już w pokoju, jako że Black nie chciał mnie puścić do domu, sięgnęłam po komórkę i napisałam sms’a do Victorii, w którym poinformowałam ją o moim dzisiejszym noclegu.
-Teraz mam cię tylko dla siebie… – wyszeptał, kładąc się na mnie.
-Jesteś ciężki. – westchnęłam.
-W Radzie będą sami faceci. Nie przeraża cię to? – uśmiechnął się złowieszczo
-Proszę cię.. Co ma mnie przerażać? – przesunęłam go na bok, po czym na nim usiadłam. – To tylko faceci…
Nagle poczułam coś wbijającego się w mój brzuch.
-Tylko albo aż.. – przysunął mnie do siebie i namiętnie pocałował. – Nie podoba mi się, że będziesz tam z Natanielem. – mruknął.
-Sam mnie tam wysłałeś.. – zaśmiałam się.
-Nie wiedziałem, że będą takie konsekwencje. – odparł.
-Ktoś tu jest zazdrosny! – przedrzeźniłam go.
-Pff... – szybko złapał moje nadgarstki i przytwierdził do łóżka. – Na pewno nie, desko.
-Myślałam, że umiesz lepiej kłamać, buntowniku... – westchnęłam.
-Przypomniało mi się, że chyba miałaś być ukarana... – zaśmiał się.
-Dobry żart, Black – spojrzałam na niego z politowaniem.
-Dobrze pamiętam. – przybliżył się do mojego ucha, powodując silny dreszcz.
-Przypominam ci, że do Rady należy także Peggy. Poza tym nie wiadomo czy wygram... – uwolniłam ręce i objęłam jego szyję.
-Wygrasz. Na pewno. – uśmiechnął się zawadiacko. – Jak chcesz, to znam pewną odstresowującą sztuczkę..
-Jaką? – spojrzałam się na niego, w jednej chwili moje nadgarstki znowu były przez niego przytrzymywane, a jego usta spoczywały na mojej szyi.
-Na pewno chcesz wiedzieć? – przerwał i spojrzał w moje oczy.
-Chcę... – wyszeptałam mu do ucha bez zbędnego namysłu.
W powietrzu wisiało podniecenie zmieszane z namiętnością i pożądaniem. Wiedziałam czego chcę, on też to wiedział. Nie znaliśmy się od wczoraj, więc w pełni mu zaufałam, chociaż będzie to mój pierwszy raz. Black wbił się w moją szyję, powodując u mnie ciche jęknięcie.
-Na pewno? – wyszeptał, widziałam że dla mnie był gotów przestać.
-Nie powstrzymuj się. – zwinnym ruchem zdjęłam jego koszulkę, a on po chwili odpłacił się tym samym.
Jego pocałunki zaczęły schodzić coraz niżej, a temperatura wyraźnie wzrosła. Kastiel zdjął moje spodnie i wyrzucił je na drugi koniec pokoju. Zaśmiałam się i także przeszłam do działania. Rozpięłam rozporek w jego jeansach, tym samym zmuszając go do ich ściągnięcia. Teraz byliśmy w samej bieliźnie. Black z powrotem wrócił do moich ust, ale po chwili znalazł się pode mną. Siedziałam na nim, a on pozbawił mnie stanika. Niewiele myśląc pocałowałam go, a drugą ręką dostałam się do bokserek. Czułam jego delikatne ruchy, tak jakbym była najkruchszym kryształem, którego za wszelką cenę nie można zbić. Jego ciepłe ręce owijały moje wiecznie chłodne ciało, a usta błądziły po szyi i dekolcie, szukając rozgrzanych od namiętności ust. W jednej chwili znalazłam się pod nim, a nasze ostatnie ubrania wylądowały na podłodze. Przy nim zapomniałam o całym świecie, a teraz liczyliśmy się tylko my.
-Nie wiem jakim cudem się powstrzymywałem. – wyszeptał zmysłowo.
-Ja też nie, Black. – objęłam jego plecy. – Proszę…

Po chwili czułam już tylko jego ciało. Stanowiliśmy jedność pod każdym względem, kochaliśmy się do szaleństwa. Przeżywałam każdy jego ruch, a on każdy mój. Nie zwracaliśmy nawet uwagi na trzeszczące od naszych ruchów łóżko. Poczułam jak moje ciało zaczyna się spinać, Kastiela również. Po kilku sekundach razem skończyliśmy. Wtuleni i zaspokojeni opadliśmy na łóżko. Black przykrył nas kołdrą i objął mnie ramieniem. Tak skończył się ten cudowny dzień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejka kochani!♥
Rok szkolny za nami, więc można sobie na coś pozwolić ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Opowiadajcie jak oceny! 

czwartek, 15 czerwca 2017

Rozdział 40

„Nie mam wyboru, muszę znaleźć pracę..”
            -..dlatego ogłaszam wybory na przewodniczącą Rady Uczniowskiej – skwitowała starsza. – Będziecie mieli możliwość wyboru. Przemyślcie to.
Spotkanie wkrótce się skończyło, a ja stojąc na środku czułam się jak marny eksponat w marnym muzeum. Byłam strasznie zdenerwowana, nie było mowy o roli przewodniczącej.. miałam być pomocą, POMOCĄ. Po tym jak uczniowie zaczęli opuszczać salę szybko dogoniłam panią Dyrektor.
-Słucham, Alice. – odparła, jakby wiedziała że przyjdę.
-Miałam być zwykłą pomocniczką. Tak pani powiedziała. – próbowałam mówić spokojnym tonem.
-Plany się zmieniły, Nataniel zaoferował się jako wiceprzewodniczący, aby pomóc którejś z was. Poza tym.. – uśmiechnęła się kpiąco. –.. nie wiadomo kto wygra, czyż nie? – uśmiechnęła się i odeszła.
No właśnie.. Nie wiadomo czy wygram, a już wszystko planuje. Może w głębi serca chcę zająć to stanowisko.. Niech to, ta kobieta zdecydowanie potrafi zasiać ziarno niepewności.
-Courtney! – usłyszałam wołanie z drugiego końca Sali.
-Co chcesz, Black? – podeszłam do stojącego przy ścianie osobnika.
-Idziemy gdzieś po szkole? – uśmiechnął się zawadiacko.
-Przykro mi Adonisie, ale mam pilną sprawę. – pocałowałam go w policzek.
-Jaką? – błysnęły mu oczy, jakby chciał mnie prześwietlić.
-Jutro. – zamknęłam oczy na znak odpuszczenia.
-Pff… Chodźmy. – skierowaliśmy się do budynku szkoły na pozostałe lekcje.
Ze wszystkich sił próbowałam się skupić na zajęciach, lecz moje myśli lawirowały między szkolnymi wyborami, nowym dzieckiem w rodzinie oraz dzisiejszym spotkaniem w sprawie pracy. Mam nadzieję, że to się uda…
Gdy zadzwonił ostatni dzwonek przypomniałam sobie, że czeka mnie jeszcze dodatkowa godzina. Posłusznie udałam się do Sali A i usiadłam w ławce. Po chwili dołączył do mnie Kastiel.
-Już myślałam, że zapomniałeś.. – westchnęłam.
-Cieszy cię fakt pozostania ze mną dłużej? – uśmiechnął się kpiąco.
-Przypominam ci, że przyjdą jeszcze inni.. – poklepałam miejsce obok mnie, czerwonowłosy zaczął iść w tym kierunku. – Tu będzie siedzieć Rozalia… Och, chyba nie myślałeś że to dla ciebie, prawda? – zdobyłam się na najbardziej krzywy uśmiech jaki ten świat widział, Kastiel zbliżył się do mojego ucha.
-Oj, Courtney. Chyba niedługo będę musiał cię ukarać… – wyszeptał
-Ty chory zboczeńcu! – zrobiłam się cała czerwona.
-No co jest? Za to mnie kochasz… – uśmiechnął się zgryźliwie.
-Cicho bądź i siadaj już! – zaśmiałam się.
Wkrótce przyszła Rozalia, Linn, Iris i Violetta wraz z Alexy’m, Lysandrem, Arminem i Kentinem. Zdziwiłam się widząc ich wszystkich
-Nie myślałam że te wybory są dla was tak ważne. – uśmiechnęłam się
-Nie są, to ty jesteś dla nas ważna. – odparła Roza
Od razu zrobiło mi się milej, a wszystkie zmartwienia odeszły w niepamięć. Gdy wszyscy się rozsiedli rozpoczęliśmy długą debatę na temat „Co być powinno, a czego być nie powinno”. Patrząc na ich zaangażowanie, nabrałam humoru. Nadal nie chcę być przewodniczącą, ale nie mogę w tej sytuacji pozostać obojętna. Zdam się na los, zawsze to robię…
-No, to do roboty! – uśmiechnęłam się do siebie.
-Chyba ktoś tu nabrał pewności siebie, hę? – mrugnęła do mnie Linn.
Ta godzina zleciała nam bardzo szybko. Próbowałam przekonać ich do tego, aby nie robili zbędnego halo, lecz „oni już postanowili”. No nic, pozostaje mi tylko czekać na to, co nadejdzie. Hej, w końcu nie może być tak źle, nie?
Gdy wyszłam ze szkoły skierowałam się na stację. Tylko stamtąd mogłam dojechać do tej kawiarenki. Autobus odjeżdżał za pięć minut, więc szybko kupiłam bilet i do niego wsiadłam. Jako, że ludzie wracali o tej godzinie z pracy, nie było miejsc siedzących. Złapałam się poręczy i w ciszy czekałam na swój przystanek.
-Z tego, co sprawdziłam w internecie to powinnam wysiąść tu. – wyszeptałam.
Wysiadłam w centrum. Czując grunt pod stopami rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się po drugiej stronie miasta, więc trudno mi było znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Podeszłam do nieopodal stojącej pani i spytałam ją o drogę. Po szczegółowym wytłumaczeniu mi trasy ruszyłam na spotkanie. Okazało się, że kawiarnia wcale nie znajdowała się tak daleko. W ciągu paru minut znalazłam się przy wielkiej, ślicznie ozdobionej tabliczce „Meido Café”. Gdy tylko postawiłam tam stopę zostałam przywitana przez dziewczyny w strojach pokojówek. W pierwszej chwili pomyślałam, że zabłądziłam i trafiłam do jakiegoś burdelu, ale szyld wyraźnie wskazywał to miejsce.
-Witaj, panienko! – odezwały się przyjaźnie.
-Emm... – zaczęłam. – J-Ja przyszłam w sprawie pracy…
-Zapraszamy! – złapały mnie za rękę i zaprowadziły na zaplecze, gdzie znajdowała się śliczna, wyglądająca bardzo młodo, fioletowowłosa kobieta.
-Dzień dobry.. – uśmiechnęłam się niepewnie.
-O matuniu! – podbiegła i złapała mnie za policzki. – Idealna! Naturalny wdzięk, wstydliwy charakter.. Masz, załóż to. – podała mi strój pokojówki.
To wszystko działo się tak szybko, zaprowadziły mnie do szafek, gdzie zostawiały swoje rzeczy. Pomogły mi się ubrać, ponieważ ten strój to istna plątanina dziur i otworów. Gdy już byłam gotowa, wszystkie bacznie mi się przyglądały z uśmiechami na twarzach.
-Wyśmienicie. – skwitowały naraz.
-Jestem Marcilla, szefowa – przytuliła mnie fioletowowłosa. – Mów mi Marci.
-Ja jestem Erika – odezwała się dziewczyna o kasztanowych włosach.
-Ja to Amy. – zaśmiała się blondynka.
-Witamy na pokładzie... – Erika popatrzyła na mnie troskliwie.
-Alice. – nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który wypełniał mi całą twarz. – Mówcie mi Ali.
-Śliczne imię! – krzyknęła Marci.
Dziewczyny zaraz mnie o wszystko przepytały, były naprawdę przyjazne. Zanim na dobre się rozkręciły do pokoju weszła kolejna osoba. Była to dziewczyna o słodkiej buzi i różowych włosach. Wyglądała naprawdę uroczo.
-Goście się niecierpliwią... – westchnęła.
-Tak, już idziemy! – dziewczyny szybko wróciły do pracy.
-Jestem Haylie – podeszła do mnie.
-Alice, nowa. – uśmiechnęłam się.
-Już czuję napływ nowych klientów!! – znikąd wyłoniła się Marcilla. – Chodźcie na salę.
Gdy wyszłam do ludzi, poczułam się trochę nieswojo. Od razu przeleciałam wzrokiem po sali, aby spojrzeć czy nie ma tu nikogo znajomego. Na szczęście sami obcy, zdziwiłabym się gdyby było inaczej w końcu moja szkoła leży na drugim krańcu miasta.
-Hej Marci, czy to nowa pokojówka? – usłyszałam głos jednego z klientów.
-Tak, to Ali odparła z pełnym przekonaniem.
-W takim razie, witaj Ali! – odezwał się jego kolega.
Wiedziałam, że dobrze wybrałam. Panowała tu przyjazna atmosfera, mam tylko nadzieję że szybko się przyzwyczaję do tych nowych ciuchów..

Wkrótce Erika wysłała mnie, bym zebrała pierwsze zamówienia. Było całkiem zabawnie udawać pokojówkę. Do wszystkich trzeba się zwracać per Pan/Pani, ponadto każdy był bardzo miły. Szybko nauczyłam się podstaw i zanim się zorientowałam, wybiła godzina zamknięcia. Wyprosiłyśmy wszystkich klientów i poszłyśmy na zaplecze się przebrać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

środa, 7 czerwca 2017

Rozdział 39

„Nic nie poradzę, widocznie mam już radar na twoje tarapaty..”
-Nie mamy trzeciego pokoju.. – odpowiedziała lekko zakłopotana.
-Co z gabinetem? – spytałam.
-Jest za mały.. – westchnęła.
-Dobrze.. Może spać u mnie. – złapałam ją za rękę.
-Wiesz.. w razie czego, rodzice mają wolny pokój.. – zaczęła.
-Nawet nie chce o tym słyszeć. – zamknęłam oczy. – Nie chcę kolejnej przeprowadzki..
-Ono będzie płakać.. – upomniał nas Michael.
-To nic. Obiecuję, że wam we wszystkim pomogę.. – przełknęłam ślinę. – Tylko nie każcie mi się wyprowadzać..
-Chodź tu.. – rozłożyła ramiona, w które natychmiast wpadłam.
Przytuliła mnie tak, że poczułam bicie jej serca. Potrzebowałam wyciszenia, więc po chwili wróciłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i otworzyłam wielkie okno, po czym zawinięta w koc usiadłam na parapecie. To się porobiło..
Cieszę się, że będę ciocią, ale martwi mnie to, że siedzę im na głowie. Wiem, proponowali mi przeniesienie się do rodziców, ale wolę mieszkać z nimi.. Muszę coś wymyślić.. Dziecko wiąże się z wydatkami, mając jeszcze mnie, można powiedzieć że będą mieli na utrzymaniu siebie i naszą dwójkę. Nie mam wyboru, muszę znaleźć pracę.. Lecz chcąc zachować autorytet, muszę jej poszukać w innym mieście.
Zamknęłam okno, przeniosłam się na łózko i odpaliłam laptopa. Weszłam na jakiś portal, potem na różne fora i gdy miałam już kończyć swój drobny research moją uwagę przykuło drobne, ładnie oprawione ogłoszenie. Okazało się, że jakaś kawiarnia „Meido Café” poszukuje kogoś na stanowisko kelnerki. Lekka praca i w dodatku dobrze umiejscowiona.. Nic mi nie zaszkodzi, jeśli się tam jutro wybiorę..
-Co robisz? – niespodziewanie usłyszałam znikąd głos blondynki. – Przestraszyłam cię?
-Nie, po prostu nie zorientowałam się kiedy weszłaś.. – posłałam jej uśmiech.
-To.. co robisz? – usiadła obok mnie.
-Pomyślałam sobie, że wam pomogę.. Twojego studia jeszcze nie ma, więc.. Postanowiłam, że poszukam pracy. – objęłam ją ramieniem i pokazałam ogłoszenie tejże kawiarenki.
-Ale.. przecież masz szkołę.. – zmarszczyła brwi.
-A po szkole mam czas.. – pocałowałam ją w policzek. – Będzie dobrze.
-Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam.. – położyła moją rękę na swoim brzuchu. –.. i najlepszą przyszłą ciocią.
-Taa… – zaśmiałam się. – Alice Courtney, pomocnik w Radzie Uczniowskiej, kelnerka, dobry uczeń i super ciocia.
-Najtwardsza z najtwardszych.. moja siostra! – Viki również się zaśmiała.
-Kocham cię. – przytuliłam się do niej.
-Też cię kocham.. – uściskała mnie i wkrótce wyszła.
No dobra.. To chyba początek całkowicie innego życia..
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Chciałam już spać, więc przygotowałam się na jutrzejszy dzień, po czym ogarnęłam wieczorną toaletę i wróciłam do łóżka. Na swoje szczęście szybko zasnęłam.
Rano wstałam z łóżka naładowana całkiem nową energią. Nie wiem co się stało, ale to chyba dobry znak. Chwilę później usłyszałam dźwięk mojej komórki. Sięgnęłam po nią, aby odczytać sms’a. Jak się okazało nadawcą był sam Kastiel Black.
„Jedziesz ze mną?”
Krótko, zwięźle i na temat. Nigdy mi się nie chce iść. Dlaczego miałabym nie skorzystać? Jak mawia moja babcia, jak dają to bierz.. Szybko mu odpisałam, że będę gotowa za pół godziny.
Poszłam do łazienki, aby umyć zęby i uczesać włosy. Później nadeszła jak zwykle ciężka decyzja, w co mam się ubrać? Otworzyłam szafę i ku mojemu zdziwieniu, od razu rzucił mi się w oczy beżowy sweterek, który w mojej wyobraźni połączyłam z czarnymi spodniami. Wyjęłam wspomniane rzeczy, po czym założyłam je na siebie. Dodałam do tego jeszcze parę akcesoriów i byłam gotowa. Wzięłam torbę i zeszłam na dół. Nikogo nie było, więc napiłam się soku i wyszłam na zewnątrz, gdzie czekał na mnie mój buntownik. Nie przywitaliśmy się, koleś machnął tylko ręką abym wsiadła. W mgnieniu oka byliśmy już obok szkoły, zsiadłam z maszyny i poczekałam, aż mój chłopak zrobi to samo.
-Ślicznie wyglądasz.. – uśmiechnął się zawadiacko.
-Masz gorączkę? – dotknęłam mu czoła.
-Pff.. Przywyknij, Courtney. – położył swoją rękę na mojej. – Już zawsze będę cię komplementował.
-Phi.. Dobre sobie. – zdjęłam rękę i uśmiechnęłam się kpiąco.
Gdy tylko weszliśmy do szkoły, poczułam znowu napływ energii.
-Co jest? – usłyszałam buntownika.
-Czuję, że będę tu spędzać więcej czasu, niż do teraz... – uśmiechnęłam się lekko.
-Mhmm... – mruknął wymijająco.
Zmierzaliśmy w stronę klasy, gdzie przywitali nas nasi przyjaciele. Naszą rozmowę przerwał szelest z głośników.
-Kolejne ogłoszenia, hm? – zaśmiał się Alexy.
Pan Farazowski chyba lepiej sobie z tym zaczął radzić, gdyż po krótszym czasie usłyszeliśmy jego głos.
*Zapraszam wszystkich do Sali Gimnastycznej. Pani Dyrektor ma wam coś do przekazania*
Posłusznie skierowaliśmy się w stronę siłowni. Dobrze wiedziałam, na czym będzie polegało to spotkanie.. Gdy weszliśmy do środka, naszym oczom ukazała się stojąca na środku starsza. Po dłuższej chwili wszyscy się zeszli, a na Sali zapanowała denerwujący chaos, w dużej mierze wywołany przez niezadowolenie chłopców, którzy mieli mieć lekcję WF-u.
-Cisza! – usłyszeliśmy krzyk dyrektorki, jak na zawołanie wszyscy się uspokoili. – Dziękuję. Wraz z nauczycielami mamy przyjemność wam coś ogłosić. Otóż zdecydowaliśmy utworzyć szersze grono Rady Uczniowskiej..
-Aby odjąć sobie roboty.. – wyszeptał Kentin.
-Miejsca, co prawda zostały przyznane.. chcącym tego uczniom.– kontynuowała.
-Ekhem.. Kujonom. – dobiegł nas głos kogoś z końca Sali.
-Proszę przestać. To nie jest zabawne.. – stara chyba naprawdę się wkurzyła. – Tak więc, niestety dopadła nas pewna, dosyć sporna kwestia. Ale o tym za chwilę.. Najpierw przedstawię wam członków Rady.. Dobrze, panna Peggy Lynx zajmie się kierownictwem sekcji medialnej.
-Nikt nie nadawałby się na to stanowisko bardziej niż ona.. – zaśmiała się Roza.
-Pan Kevin Evans będzie pełnił funkcję księgowego.. – na środek wyszedł wysoki, szarowłosy chłopak, którego widziałam może kilka razy. – Kierownikiem sekcji etyki, czyli odpowiadającym za przestrzeganie kodeksu będzie pan Sean Miyazono. – do Evansa podszedł średniego wzrostu chłopak w okularach. –..a wiceprzewodniczącym będzie oczywiście nasz dotychczasowy gospodarz, pan Nataniel Chill. – rozległy się brawa, a do grona na środku dołączył Nat.
-Nie wiedziałam, że jest tak lubiany.. – zażartowała Iris. – Ale czemu nie został przewodniczącym..?
-I teraz moi drodzy nadszedł czas na punkt kulminacyjny. Na stanowisko przewodniczącego lub przewodniczącej zgłosiło się wiele osób.. – posłała wszystkim uśmiech. –.. jednak wyłoniliśmy spośród nich dwie uczennice. Panna Melania Belle! – brunetka z wielkim uśmiechem na twarzy weszła na środek, niestety wiedziałam co się święci.. –… I panna Alice Courtney.
Poczułam jak moje gardło się zaciska, wzrok całej Sali został zwrócony ku mnie. Wychodząc na środek zauważyłam zdziwione i jakby, przestraszone miny innych uczniów. Cała blada, stanęłam obok Melani. Na jej twarzy zdecydowanie gościło rozbawienie i chęć rywalizacji. Ta laska naprawdę mnie nie lubi..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

sobota, 3 czerwca 2017

Rozdział 38

„Wkrótce odbędą się wybory, w których zostanie zgłoszona kandydatura panny Courtney”
-Jak to moja kandydatura? – zapytałam oszołomiona.
-Będzie panienka miała szansę zdziałać coś dla dobra szkoły.. – uśmiechnęła się niewinnie. – Zaś panu, panie Black powierzam zadanie prowadzenia kampanii wyborczej. Mam nadzieję, że to was nauczy szacunku do pracy innych. Aha, no i oczywiście przez następne dwa tygodnie, trzy razy w tygodniu, aż do wyborów zostajecie po lekcjach w kozie.
-A jeśli nie wygram? – uśmiechnęłam się złośliwie.
-Podejrzewam, iż masz spore szanse, ale w najgorszym wypadku się wam upiecze.. – jaka ona jest podstępna.. – Przypominam, że nie ma możliwości oszustwa. – mrugnęła do nas. – Wracajcie już na lekcje..
-Ale pani Dyrektor, to niesprawiedliwe! – miałam nadzieję, że uda się ją ubłagać.
-Nie zmienię zdania. Wracajcie. – odparła i rozłożyła się na swojej kanapie.
Czułam jak moje dłonie się zaciskają w pięść, ale po chwili złapał je Kastiel.
-Oczywiście, życzymy miłego dnia.. – uśmiechnął się kpiąco i wyprowadził mnie na zewnątrz.
-Co to było? Czemu nagle zrobiłeś się taki miły?! – wyrwałam swoją rękę.
-Moim zdaniem to lekka kara. – najwidoczniej był zadowolony ze swojej roli.
-Może dlatego, że to nie ty będziesz miał na głowie całą szkołę. – odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
-Alice, poczekaj! – chwycił moją dłoń i przyciągnął do siebie, nie odwróciłam się do niego, więc przybliżył usta do mojego ucha.
-Wiesz, że ona i tak by nie odpuściła.. Obiecuję, że pomogę ci ze wszystkim.. – wyszeptał, a ja ruszyłam przed siebie.. Co za głupi egoista!
Świetnie, więcej obowiązków, mniej czasu. To to, co mnie od teraz czeka. Miejmy nadzieję, że nie wygram..
Weszłam do klasy trzaskając drzwiami, chociaż chwilę po mnie wszedł Kastiel. Usiedliśmy w ławce, jednak i tak nie mogłam się skoncentrować, ponieważ czułam na sobie jego wzrok.
-Czego chcesz? – wyszeptałam wkurzona.
-Jesteś słodka, gdy się złościsz.. – westchnął.
-Nienawidzę cię.. – mruknęłam.
-A ja cię kocham. – uśmiechnął się ciepło i położył rękę na mojej nodze, miałam ochotę ją zepchnąć, ale coś mi na to nie pozwalało.
Lekcja była bardzo nudna, co jeszcze bardziej mnie irytowało, więc gdy tylko zadzwonił dzwonek szybko udałam się na klatkę schodową, gdzie po chwili zjawili się moi przyjaciele.
-Co wam powiedziała? – zapytała Linn.
-No więc.. – streściłam im wszystko począwszy od nowego stanowiska w Radzie Uczniowskiej do mojej kandydatury. – ..a ten pajac ma tylko mi zrobić kampanie wyborczą czy coś takiego.
-Słyszałem to, Courtney. – mruknął i usiadł obok mnie, ale zaraz po tym każdy poszedł w jego ślady.
-Kampania wyborcza?! – Rozie błysnęły oczy.
-Nie waż mi się angażować.. – posłałam jej zabójcze spojrzenie. – Dlaczego nie TY? – wskazałam na czerwonowłosego. – Dlaczego nie wysłała ciebie?
-Jestem za bardzo zdeprawowany.. – zaśmiał się.
-A może to było ustalone? – dołączył się Armin.
-Co? – spojrzałam na niego.
-Może od początku chciała tam ciebie umieścić, ale wiedziała że się nie zgodzisz, więc zrobiła to w ramach kary.. – powiedział.
-W sumie.. całkiem niezłe.. – Alexy poklepał brata po plecach.
-Haha, przypomina mi to taką grę.. – zaczął gamer.
-Armin oszczędź nas.. – zaśmiała się Iris.
-Pff.. – westchnął i oparł głowę na rękach.
-Kto jeszcze startuje? – zapytał Ken.
-Gospodarzyk i jego psychofanka? – odpowiedział kpiąco Kastiel.
-Przestań.. – szturchnęłam go w ramię. – Nataniel nie może, bo jest już głównym gospodarzem, ale Melania.. bardzo prawdopodobne.
-Co będziesz robiła na tym stanowisku? – zapytał Alexy.
-Nie wiem, nic nam nie powiedziała.. – westchnęłam. – Oczywiście musimy też zostać po lekcjach..
-Ojeju.. Nic nie kapujesz? – Roza palnęła mnie w czoło.
-Hmm? – spojrzałam na nią zdziwiona.
-Dała nam czas na przygotowanie. Przymusowy czas.. – Gray uśmiechnęła się tajemniczo. – Jest naprawdę sprytna jak na swój wiek.
-Wygrasz to.. – uśmiechnął się Kastiel. – Tylko nie mieszaj się już w skandale.
-Skoro to tylko pomocnicze stanowisko, to nie będziesz zapracowana.. – wspomniał Kentin. Wszyscy na raz się uśmiechnęli.
-Dobra.. – nie mogłam im odmówić, wszyscy się tak cieszyli.. – Chodźcie, zaraz dzwonek.
Wkrótce lekcje się skończyły. Ustaliliśmy, że będziemy odbywać karę we wtorki, środy i czwartki, tak by każdemu pasowało. Z jednej strony nie byłam do tego przekonana, lecz z drugiej strony cieszyło mnie to, że wszyscy zmobilizowali się do pracy dla mnie. Przemyślałam to i postanowiłam spróbować, w końcu gdy przegram nic się nie stanie, a gdy wygram zyskam nowe doświadczenie. To może tej szkole wyjść na dobre.
Uwaga, niedługo nastaną nowe porządki Alice Courtney..
-Odwieźć cię? – usłyszałam głos buntownika i poczułam zacieśnienie wokół mojej talii.
-Jasne. Nie chce mi się iść.. – uśmiechnęłam się ciepło.
Black podał mi kask i zaraz wyruszyliśmy w stronę naszych domów. W ciągu kilku minut dotarliśmy na miejsce. Pożegnałam się z Kastielem i weszłam do środka. Victoria i Michael siedzieli w salonie.
-Hejka! – rzuciłam od wejścia.
-Hej.. – odpowiedzieli.
-Jak w szkole? – zapytała moja siostra.
-Nie uwierzycie.. – opowiedziałam im całą historię o wyborach.
-Super! Będziesz miała bardzo odpowiedzialną rolę! – uśmiechnęła się Viki.
-To wcale nie jest fajne.. ale postanowiłam spróbować. – westchnęłam.
-Wiemy, że dasz radę.. – mrugnął Michael.
-A co tam u was? – zapytałam wymijająco.
Viki zlustrowała Mike’a wzrokiem.
-Co jest?
-Mamy bardzo dobre wieści! – uśmiechnął się.
Byłam coraz bardziej zdziwiona i wodziłam wzrokiem od jednego do drugiego.
-Jestem w ciąży. – powiedziała blondynka.
-Co? – myślałam, że się przesłyszałam.
-Będziesz ciocią… – zaśmiała się.
-To super! – krzyknęłam i rzuciłam się z uściskami. – Gratulacje!
-Dziękuję skarbie. – Viki pocałowała mnie w nos. – Jest tylko jedna kwestia..
-Hmm? – mruknęłam, choć mój wzrok tkwił na jej brzuchu.

-Nie mamy trzeciego pokoju.. – odpowiedziała lekko zakłopotana.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~